Na wycieczkę wybrało się 13 osób. 4 poszły z Juraty do Helu, 9 ze mną wybrało drugi wariant alternatywy. Umówiliśmy się, że Wędrowcy skontaktują się z nami po dotarciu do Helu. Trochę po 14tej Ewa zadzwoniła z informacją, że są na dworcu w Helu, że było super i że zdecydowały się na powrót pociągiem o 14:40. Zdjęcia, które od nich dostałam są na początku relacji.
My, czekając na Wojtka W., który poszedł do sklepu, zaczęliśmy od przytulania się do drewnianych rzeźb grajków. Potem dowiedzieliśmy się, że „Razem możemy więcej”, co wyraża wyrzeźbiona z jednego kawałka drewna ilustracja wiersza Tuwima „Rzepka”. W dodatku mierzy ona 15,2 m. i jest w księdze rekordów Guinnessa. Wtedy jeszcze nie zwróciliśmy uwagi na napis „Hel początek Polski” i spokojnie ruszyliśmy nad brzeg zatoki kierując się do Fokarium. Z kronikarskiego obowiązku odnotuję, że wejście do Fokarium w dziewięcioosobowej grupie okazało się przedsięwzięciem wymagającym interwencji obsługi.
Podglądanie fok zajęło nam 40 min. Największy entuzjazm wzbudziło robienie fokom zdjęć podwodnych. Następnie poszliśmy w kierunku Domu Morświna, przed którym, po krótkich wahaniach, doszliśmy do wniosku, że wchodzenie do muzeum przy tej pogodzie nie ma sensu, podobnie było przy Muzeum Rybołówstwa. A pogoda była słoneczna, niebo bezchmurne ale chłodniej niż się niektórzy spodziewali, więc poszliśmy do polecanego nam przez Alinę Hello na kawę i ciastko żeby się rozgrzać. Rozgrzani ruszyliśmy na koniec półwyspu. Przed Kopcem Kaszubów, który symbolizuje „początek Polski” zaczęliśmy się zastanawiać o jaki początek chodzi i przyznaję, że do dzisiaj nie udało mi się znaleźć odpowiedzi ani w oparciu o mapę ani w historii. Musimy przyjąć, że początek to początek i już.
Jednak największą atrakcję wycieczki przygotowało nam morze. Przez dłuższy czas zastanawialiśmy się, czy to możliwe, żeby ludzie chodzili po wodzie, z dala od brzegu. Opinie były podzielone. Dopiero z bliższej odległości zobaczyliśmy, że ludzie chodzą po piaszczystym cyplu odsłoniętym dlatego, że poziom wody w Bałtyku jest teraz najniższy od 140 lat. My też chodziliśmy po morzu!
W ten sposób pożegnaliśmy zatokę i ruszyliśmy brzegiem pełnego morza zachwycając się białym piaskiem, na którym fale ukształtował wiatr i przejrzystą wodą, która ukształtowała fale na piasku leżącym na dnie.
Wróciliśmy na główną ulicę Helu, żeby dowiedzieć się, że we wszystkich lokalach wszystkie stoliki są zajęte. Na szczęście udało nam się znaleźć miejsce w Ambrze, w bocznej uliczce. Potem 15 min do dworca i zatłoczonym pociągiem powrót do Gdyni.
Były momenty i pełen relaks.