
Zaraz za Lęborkiem wjechaliśmy na ścieżkę leśną, która wiodła wzdłuż meandrującej Okalicy. Potem mało uczęszczanymi drogami dojechaliśmy do rezerwatu Karwickie Źródliska. Takie podmokłe tereny zawsze są dla mnie najciekawszymi. Na reszcie trasy rzadko opuszczaliśmy asfalt, a polne drogi były zazwyczaj ubite, więc sprzyjały spokojnej jeździe. Zobaczyliśmy pałace w Cewicach i Łebuni oraz dwa piękne jeziora: Morzyc (między Okalicą a Linią) oraz Strzepcz. Kiedy wyruszyliśmy ze Strzepcza zaczęło padać, a w oddali było słychać odgłosy burzy. Na szczęście nie dotarła do nas. W Luzinie Tomek odłączył się od nas i wrócił do Redy, zresztą do Lęborka też dojechał rower. A pozostała dwójka dała zarobić Przewozom Regionalnym.
Waldemar Jankowski