
To była moja pierwsza rowerowa wyprawa poza Polską. Na szczęście w kraju, gdzie potrafiłem się porozumieć. Rozpoczęliśmy w Polsce, ale pierwszy nocleg był już w Czechach. Ostatnie półtora dnia jechaliśmy przez Niemcy. Pewnie wrócimy tu za dwa lata, aby dojechać wzdłuż Łaby do Morza Północnego.
Trasa wiodła asfaltowymi ścieżkami rowerowymi lub drogami polnymi. Te ostatnie są zazwyczaj wąskie, wyboiste i kamieniste. Sporadycznie jechaliśmy mało uczęszczanymi drogami publicznymi. Po drodze wiele uroczych miasteczek, niestety aby obejrzeć zamki i pałace trzeba było najczęściej pedałować pod górę. Co zaskoczyło mnie, to że na Łabie nie ma ruchu, a co chwila jest ona przegrodzona jazami, przy których zwykle jest mała elektrownia wodna. W przedostatnim dniu przekroczyliśmy granicę czesko – niemiecką i był to najciekawszy przyrodniczo odcinek, przejazd przez kanion Łaby wcięty w masywie z piaskowca. Jest to teren czeskiej i saskiej Szwajcarii.
Waldemar Jankowski