Pomysł na trasę styczniowej wycieczki poddała Rita. Zaproponowała skraj Puszczy Darżlubskiej. Kiedy się okazało, że idziemy 6 stycznia – w Trzech Króli - i że w pobliżu mamy Betlejem, modyfikacja była oczywista. O historii Betlejem – przysiółka Mrzezina ani Betlejem – przysiółka Redy nie znalazłam żadnych informacji. Znalazłam za to, przy opisach innych Betlejem w Polsce, że nazwę taką nadawano miejscom, w których „nie było nic – tylko w szczerym polu stał drewniany dom i szopa dla bydła” lub odległym od zabudowań, zapomnianym, o których ktoś powiedział, że żyje się w nich skromnie jak w Betlejem. Rozpoczynając wycieczkę w Mrzezinie znaleźliśmy jeszcze jeden ślad Betlejem – kamień węgielny w nowym kościele.
Z innych ciekawostek naszej wycieczki wymienić trzeba: ślad po żwirowni w Mrzezinie (takie rzeczy zauważamy po prowadzonym przez Magdę Geologicznym RnR); domki najcudniejszej urody, w tym jeden żółty, z lusterkami; groty w Połchowie i urządzenie spowalniające na torach Gdynia – Władysławowo, o którym opowiedziała nam Rita.
Na wycieczce było trzech królów i sześć pań w orszaku. Co nieśliśmy w darze widać na zdjęciu. Smakowało znakomicie. Literki i gwiazdkę postanowiliśmy przechować do następnego roku i poszukać następnego Betlejem.