
Pierwsza wycieczka w nowym roku 2016. Turystyczni wariaci, zamiast zostać w ciepłych domach i popykać pilotem od TV, ruszają na trasę w kilkunastostopniowym mrozie. PKS-em z Gdańska do Borcza przybyło 16 osób. Wszyscy grubo ubrani, szaliki, czapki, grube buty ale humory dopisywały. "Musi być zimno, w końcu zima jest" powiedział Mariusz. Ruszyliśmy więc dziarskim krokiem w las, mróz szczypał w policzki i nosy. Słonko trochę przygrzewało. Leśnymi duktami wędrowaliśmy czasem z hukiem rozbijając lodowe kałuże . Szeroka początkowo droga zamieniła się w ścieżynkę na której natrafiliśmy na zwalony świerk. Kilka chwil zajęło nam pokonanie przeszkody, koledzy pomagali podając pomocne dłonie. Słonce świeciło mocno tworząc niesamowite widoki, co wykorzystywała Danka biegając i robiąc zdjęcia. Po 8 km krótka przerwa na kawę. Dalsza trasa prowadziła do Babiego Dołu, potem kilka kilometrów wzdłuż Jaru Raduni. Ale widoki!!! Po 13:00 dotarliśmy do celu naszej wędrówki restauracji "U Szadego". Rozsiedliśmy się w ciepłym wnętrzu i rozkoszowaliśmy plincami w różnym wydaniu: z żurawiną, ze śmietaną, z gulaszem. Spróbowaliśmy pierogów z bobem, rewelacja! Do Trójmiasta wróciliśmy PKM-kowymi pociągami.
Lucyna Anna Belau