Czwartek 03.05.2012 (Zakopane, Pogórze Spisko – Gubałowskie) - Kolejny dzień wędrówki rozpoczynamy od zwiedzenia wyjątkowego cmentarza na Pęksowym Brzyzku. Znajdują się tu groby wielu zasłużonych osób: Chałubińskiego, Sabały, Kenara, Makuszyńskiego, Marusarzówny i wielu innych. Nagrobki są bardzo oryginalne: kawałki skał, rzeźby ludowe, współczesne kompozycje, witraże… Potem udajemy się do dolnej stacji kolejki na Gubałówkę. Zależy nam, aby pierwszym wagonikiem wjechać na górę. Okazuje się, że wcale nie przyszliśmy pierwsi. Ponieważ uzbierała się grupka osób, kasa zostaje otwarta, a pierwszy wagonik rusza 20 minut przed czasem. Rankiem Gubałówka wygląda zupełnie inaczej niż po południu: kramiki i punkty gastronomiczne są jeszcze zamknięte, nie ma wielu ludzi. Raźnym krokiem ruszamy w drogę. Cały czas podziwiamy widok na Tatry, oczywiście najłatwiej rozpoznać Giewont, Czerwone Wierchy, z dalszymi szczytami mamy kłopoty. Wędrujemy czarnym szlakiem. Droga jest rozjeżdżona przez quady. Na polance znajdujemy krokusy. Schodzimy przez Płazówkę, czyli jeden z przysiółków Witowa, do rzeki Czarny Dunajec i szosy. Po ich przekroczeniu rozpoczynamy podejście na Magurę Witowską – najwyższe wzniesienie Pogórza Spisko–Gubałowskiego, a jednocześnie najwyższy punkt Wyprawy z Gandalfem. Słyszymy grzmoty. W prawdzie pogoda miała się dzisiaj załamać, ale miało to nastąpić w godzinach po południowych. Burza jest ok. 1 km od nas. Zaczyna padać. Błyska. Zakładamy peleryny. Dylemat – iść dalej, przeczekać, czy może się wycofać? W środku lasu znajdujemy domek, pod dachem są schody. Postanawiamy przeczekać. Rozsiadamy się na schodach. Pukamy do drzwi, aby poprosić gospodynię o zgodę. Kobieta daje nam jeszcze taborety. Dołącza do nas grupka turystów. Deszcz pada z różną intensywnością. Burza jakby się oddalała. Waldek dzwoni do Darka z prośbą o sprawdzenie lokalnej prognozy pogody. Ta nie jest zbyt optymistyczna. Daro obserwuje w Zakopanem silną burzę z piorunami nad Giewontem i gradem. Chcemy już iść, ale znów leje. Jeszcze chwila cierpliwości i ruszamy mocnym tempem. Po chwili przestaje padać. Znów jest gorąco, las paruje. Idziemy przecinką leśną. Dochodzimy na polankę, na której znajduje się Magura Witowska (1231 m n.p.m.). Napięcie schodzi z Waldka, daje temu wyraz w kolejnej rozmowie telefonicznej z Darkiem. Kontynuujemy marszrutę wzdłuż słupków granicznych. Wypogadza się. Postanawiamy więc zahaczyć o słowacką Suchą Horę. Stamtąd szosą wracamy do Polski. Zwiedzamy drewnianą zabudowę Chochołowa. Budynki ustawione są bokiem do głównej ulicy. Przyjeżdża po nas zamówiony bus, którym wracamy do Zakopanego. Po dokładnym podsumowaniu kilometrów okazuje się, że Danka jest kolejną osobą, która przeszła na Wyprawach z Gandalfem 500 km. Wieczorem Waldek uroczyście wręcza Dance odznakę „Wyprawy z Gandalfem”.
Adam Bastian
Na trasie
Autorzy zdjęć: Danka, Adam, Darek, Waldek
Tatry Zachodnie widziane z Płazówki (Mariusz)
Aby powiększyć zdjęcie kliknij na nim
Zdjęcia z wyprawy na serwerze FTP (więcej niż w relacji) - kliknij tutaj
Jak to na wyjeździe było
tutaj możesz wpisać swoje wrażenia, opinie, uwagi z wyjazdu
wpisz swoje imię, tekst, sprawdź czy nie ma błędów, naciśnij WPISZ