Poniedziałek 30.04.2012 (Pieniny Środkowe, tj. Właściwe) - Do przystani idziemy pieszo razem z naszą gospodynią. Przed kasami już kolejka. My udajemy się na miejsce, w którym tratwy spuszczane są na wodę. Pierwszy odcinek jest spokojny. Flisak mówi, iż flisactwo to męski zawód i zaraz nam to udowadnia: wkładam suchy, wyjmuję mokry i… jeszcze coś skapuje! (oczywiście mowa była o drągu wykorzystywanym do sterowania tratwą). Przed nami po polskiej stronie Macelowa Góra. Za chwilę po prawej stronie przystań słowacką. Mijamy paru wędkarzy stojących w wodzie. Dopływamy do Sromowców Niżnych, w których znajduje się zabytkowy kościół oraz druga, polska przystań flisacka. Po stronie słowackiej – zabudowania Czerwonego Klasztoru. Miejscowości te zostały połączone mostem dla pieszych. Otwiera się przed nami wspaniały widok na Trzy Korony. Wbrew nazwie wyróżnić można w nim pięć turni. A flisak snuje swą opowieść o Trzech Koronach, jak o rodzince: jest dziadek i babka, Chuda Kaśka, Gruba Baśka i Kudłata Maryśka. Jeszcze na chwilę odwracamy wzrok za siebie – za nami w oddali ośnieżone Tatry. Zaczyna się właściwy przełom Dunajca. Otoczeni jesteśmy skałami. Nurt rzeki momentami jest wartki, a czasami spokojniejszy. Na słowackim brzegu jest ścieżka rowerowa. No i tradycyjne pytania flisaków, a ta góra będzie po prawej, czy po lewej stronie? Oj trudne są to zagadki. Dunajec niesamowicie meandruje. Wyobraźnia cały czas pracuje, a to wyobrażając sobie Janosika oddającego 12–metrowy skok przez Dunajec, a to wskazywane przez flisaka kształty na skałach – rozpoznajemy orła polskiego, siedmiu mnichów i zakonnicę. Do opowieści włącza się drugi z flisaków: ze Słowacji do Polski przeszły bardzo groźne cztery misie, mówią one tak: podobasz mi się, rozbierz mi się, oddaj mi się, wynoś mi się. Przed nami urwisko Sokolicy. W dobrym nastroju, po około dwóch godzinach dopływamy do Szczawnicy.
Wstępujemy jeszcze do schroniska „Orlica” i do pawilonu wejściowego Pienińskiego Parku Narodowego. Przeprawiamy się przez rzekę. Na szczęście Waldek opłaca przeprawę z góry. Dzięki czemu, wg flisaka, unikamy negocjacji cenowych, które zwykle prowadzi się na środku rzeki na bujającej się łódce. Ruszamy w górę. Każdy wędruje swoim tempem. Szlak od razu prowadzi w górę. Idziemy przez las. Wychodzimy na polanę, skąd roztacza się widok na Szczawnicę. Nasza grupa rozciąga się. Gdzie niegdzie pojawiają się skałki. Cały czas idziemy w górę. W niektórych miejscach ułożone stopnie i umocowane poręcze. Punkt poboru opłat za wstęp na Sokolicę (bilet ten upoważnia również do wejścia w tym dniu na Trzy Korony). Jesteśmy na szczycie. Fantastycznie powyginana sosenka, najczęściej fotografowane drzewo w Polsce, nadal jest znakiem rozpoznawczym Sokolicy. Rozkoszujemy się widokami: w dole fantazyjnie wije się Dunajec, wokół pienińskie szczyty, a w dalszej pespektywie Tatry. Ruszamy dalej. Raz w górę, raz w dół. Wędrujemy granią. Na skałkach tworzą się zatory. Od czasu do czasu otwierają się widoki na Dunajec. Po pewnym czasie szlak odchodzi od grani. Wędrujemy przez las. Chłodzimy się wodą z Pienińskiego Potoku. Kierujemy się na Pieniński Zamek. Oznaczenie skrętu nie jest wyraźne, a zatem niektórzy z nas pomijają to miejsce i docierają krótszą drogą na Trzy Korony. Idziemy przez łąkę, potem znów wchodzimy do lasu. Trawersujemy zbocze. Podejście na Pieniński Zamek jest dość męczące. A zatem robimy sobie tam przerwę. Kiedy opuszczamy to miejsce grupa młodzieży uczestniczy we Mszy św. przy figurze św. Kingi. Nas czeka niemal 200 m podejścia: najpierw „ostre” podejście na Ostry Wierch, a potem na wierzchołek Trzech Koron, czyli Okrąglicę (982 m n.p.m.). Jak to w pogodne dni bywa na wejście na szczyt trzeba trochę poczekać. Podejście na szczyt przystosowano do intensywnego ruchu turystycznego poprzez przygotowanie wąskich (tj. umożliwiających przejście jednej osobie) metalowych kładek oraz schodów. Ze szczytu roztacza się wspaniały widok na Dunajec, Pieniny, Czerwony Klasztor i Tatry. Jednak po południu widoczność nie była zbyt dobra. Szybkim krokiem schodzimy na Przełęcz Szopka (Chwała Bogu). Następnie kierujemy się przez urokliwy, pełen pięknych skał Wąwóz Sopczański do Sromowców Niżnych. Raz jeszcze możemy spojrzeć na majestatycznie wyglądające od tej strony Trzy Korony. Zaglądamy jeszcze nad Dunajec. No i busem wracamy na obiad do Sromowców Wyżnych.
Wieczorem ustalamy taktykę na następny – najtrudniejszy dzień. Do pokonania 30 km z plecakami na grzbiecie.
Dla tożsamości grupy ważna jest tradycja. Obfitość muszek na suficie prowokuje nas do wspomnień z ub. r. z Muchowa. Skoro Darek poradził sobie z szerszeniami, to i pienińskie muchy przy użycie sprzętu AGD poskromił.
Adam Bastian
Na trasie
Autorzy zdjęć: Danka, Adam, Darek, Waldek
Dunajec w/g Adama
Aby powiększyć zdjęcie kliknij na nim
Zdjęcia z wyprawy na serwerze FTP (więcej niż w relacji) - kliknij tutaj
Jak to na wyjeździe było
tutaj możesz wpisać swoje wrażenia, opinie, uwagi z wyjazdu
wpisz swoje imię, tekst, sprawdź czy nie ma błędów, naciśnij WPISZ